piątek, 24 stycznia 2014

Hehe, ale mi marnie idzie blogowanie! Niestety komputer zawsze znajduje się na końcu listy obowiązków i przyjemności.
Ale tak w temacie mojego zdrowia. Chciałam się pochwalić, że od 16 grudnia do 16 stycznia miesiąc czasu ćwiczyłam 6x w tygodniu. zrzuciłam 2 kg, może nie dużo, ale ja jestem zadowolona. Obecnie ważę 62 kg i jestem na dobrej drodze by to zmienić. Później miałam tydzień przerwy, bo sesja, siedziałam w książkach od rana do nocy, stresu miałam niemało, ale od tego tygodnia znów wracam do aktywności. Samopoczucie jest wtedy dużo lepsze no i ta duma, że coś się robi dla siebie dobrego :) Dożycę do tego basen i siłownię, i będzie git ^^
Jak dobrze pójdzie to za dwa miesiące wrzucę moją kolejną metamorfozę ;] A póki co trzymajcie się dzielnie i zdrowo! 

środa, 8 maja 2013

Ja BIEGAM?!

Kilka słów o bieganiu :)

Zacznę może od tego, że to najgorszy sport jaki istnieje! Od gimnazjum byłam z niego zwolniona, od zawsze go nienawidziłam. Bo się człowiek poci, dusi, nie wyrabia, dostaje zadyszki, robi się niedobrze, bolą nogi itd... Czyż nie miałam racji? Ano... nie?
Na jesień tamtego roku postanowiłam to zmienić. Miałam wsparcie brata, z którym wieczorami wychodziłam pobiegać po parku. Było już szybko ciemno, więc sama bym się bała. Ruszaliśmy z punktu A i biegliśmy tak długo jak dawałam radę. On się nawet nie zdążył zmęczyć, a ja już umierałam. W efekcie z bólem w klatce piersiowej i ociekającą potem koszulką doczołgiwałam się do "mety"... Mimo iż brat wspierał mnie i motywował, mnie to drażniło, bo był lepszy. Od zawsze wysportowany, wszystko przychodziło mu z łatwością, więc nie wiedział jak się czuję. Po kilku takich wyjściach na dworze zrobiło się zimno i odpuściłam.
Przez całą zimę czytałam różne rzeczy o sporcie, ruchu, ćwiczeniach i.. bieganiu. Przerobiłam isanity, Chodakowską, odwiedzałam siłownię. W końcu przyszedł czas by wypróbować wszystkie te mądrości mówiące o przyjemnym bieganiu.
Gdzie popełniłam błąd? Przede wszystkim postawiłam sobie zbyt wysoko poprzeczkę. Po kilku latach niebiegania nagle chciałam być jak mój wysportowany brat. Wydawało mi się, że skoro on jest, to ja też mogę. Owszem, mogę! Tylko on też się z tym nie urodził. Też musiał trenować, ćwiczyć, pokonywać słabości by stawać się co raz lepszym. Mnie i każdego początkującego biegacza czeka dokładnie to samo :-) I to nic złego, a wręcz przeciwnie- potraktujmy to jako dobrą zabawę, z nutką ekscytacji! Postawmy sobie właściwe cele. Zamiast bycia najlepszym, czy tak dobrym jak ktoś tam, chciejmy być najlepszą wersją siebie na tą chwilę i aktualne możliwości. Jeśli wczoraj biegałaś 30min, dziś biegaj 31, a nie od razu godzinę. Wiecie co jeszcze zauważyłam? Że plan treningowy bardzo ułatwia sprawę. Kilka dni temu wyszłam biegać po raz 'pierwszy'. Pierwszy z planem, który dla początkujących zakładał na przemian marsze i truchty. Spędziłam na dworze 30min, spociłam się, zmęczyłam, spaliłam trochę kalorii i... czerpałam z tego przyjemność! Autentycznie stwierdzam, że bieganie (przynajmniej w takiej formie) jest przyjemne! Dzisiaj z radością pójdę to powtórzyć... Oczywiście z każdym tygodniem plan zakłada więcej biegania, a mniej chodzenia, ale z takim przygotowaniem myślę, że nawet samo bieganie będzie równie fajne.
TUTAJ znajdziecie program, z którego ja zaczęłam korzystać i naprawdę szczerze polecam wszystkim początkującym. Oczywiście na internecie jest tego sporo, dla tych zaawansowanych też. Ja przynajmniej lubię mieć świadomość, że robię coś dobrze, że ktoś to sprawdził i działa, że sobie nie zaszkodzę :-)
Mam nadzieję, że choć odrobinkę was zmotywowałam :-)

jedno z moich marzeń to pobiegać kiedyś po plaży o wschodzie słońca, jak na filmach :D

niedziela, 7 kwietnia 2013

motywacja

Ale sie obijam ;] Cały marzec minął pod znakiem lenistwa. I powiem Wam, że bez ruchu strasznie źle się czuję! Przy okazji zaniedbałam też trochę to co jadłam i ogólnie jest do bani. Muszę się ogarnąć i wziąć znów za siebie, szkoda by tyle pracy poszło na marne. Tym razem chcę spróbować P90X, ale nie wiem czy wypali, bo do tego podobno potrzebne są przyrządy typu hantle i taśma, i potrzeba dużo miejsca, a mój pokój jest naprawdę malutki... Jeśli się nie uda, to wrócę do Insanity i Chodakowskiej :) Tylko muszę sobie dobrze czas w ciągu dnia zorganizować, bo ostatnio słabo mi idzie ze spaniem i potem cały dzień jest do bani. A dzisiaj kilka motywacji :-)


Keep Calm & Stay Strong! <3 

niedziela, 24 marca 2013

Ewa Chodakowska

Pisałam już o Insanity, teraz czas na Chodakowską. Czy jest jeszcze ktoś kto jej nie zna? :D


Zaczęłam z nią ćwiczyć po raz pierwszy w zeszłe wakacje. Przez miesiąc czasu dzień w dzień. Widać było już postępy w gubieniu centymetrów, ale się niestety zniechęciłam. Głównie przez to, że robiłam trening z jej strony, który jest w wersji opisowej, czyli ćwiczyłam sama, bez płyty i było to dość nudne. Oczywiście dla chcącego nic trudnego, ale to był dobry pretekst dla mojego lenia ;) Po raz drugi się do niej przekonałam po wakacjach, jakoś wrzesień lub październik (nie pamiętam dokładnie) gdy kupiłam jej płytę ze Skalpelem. Oj to była miazga. Znów ćwiczyłam miesiąc i... znudziło mi się! Wtedy jeszcze nie była tak popularna, choć oczywiście fanów na fb miała tysiące. Po raz trzeci sięgnęłam po tę płytę w grudniu. Wtedy byłam naprawdę zdeterminowana. Powiedziałam sobie, że skoro innym się udało, to mi też musi. Przecież nie mogę narzekać na brak efektów skoro nie wytrzymałam jeszcze tej dolnej granicy 3 miesięcy. Tak więc cały grudzień sumiennie przećwiczyłam głównie ze skalpelem, czasem urozmaicałam innymi treningami z yt ale były dla mnie za ciężkie. W styczniu jednak zaraziłam się Insanity i tak Ewka znów poszła w odstawkę. Do dziś nie wiem jak to zrobiłam, że przez 3 miesiące ćwiczyłam z Shaunem T i dawałam radę a przy Ewie wymiękałam, skoro Insanity jest znacznie trudniejsze? Myślę, że sekret tkwi w stylu prowadzenia. Ewa jest spokojna, motywuje, mówi do ciebie, ale jest sama (ew z kilkoma osobami), natomiast z Shaunem ćwiczy kilkanaście osób, on sam wciąż krzyczy, skacze, wyraża emocje, ludzie również i jakoś tak się czujesz częścią grupy. To oczywiście tylko moje zdanie, bo przecież tysiące ludzi uwielbia treningi Ewy i nie ma powodów by je przerywać :) Ja sama również chcę do nich wrócić. Teraz, gdy już zrzuciłam nadmiar tkanki tłuszczowej, chciałabym się zająć rzeźbą brzucha. Wiadomo, nie żadna kulturystyka, ale tak by się ładnie prezentował. Mam motywacje, do wakacji już tylko 3 miesiące i myślę, że tutaj skalpel dobrze się sprawdzi.

Reasumując- dla niezdecydowanych treningi zdecydowanie POLECAM!!! Nawet jeśli jesteś słaba, brakuje kondycji, lub przeszkadzają fałdki- to jedyna droga by pozbyć się wszelkich słabości! Walcz z samą sobą, a będziesz usatysfakcjonowana jak nigdy przedtem! :-)

Na koniec dorzucam fotki metamorfoz dziewczyn, które ćwiczyły z Ewą :)
Kiedyś dodam też moje zdjęcia, ale jak już będę całkowicie usatysfakcjonowana efektami. Może w wakacje :)





Mam nadzieję, że was choć odrobinę zmotywowałam :) Pamiętajcie: CHCIEĆ TO MÓC!!!
Jak chcecie zmienić swoje ciało, to musicie zacząć od umysłu! Tylko z pozytywnym nastawieniem i determinacją możecie zrobić coś dobrego dla siebie! I nie bójcie się wysiłku, on jest naprawdę przyjemny i opłacalny :)

"Zrób dziś to, czego innym się nie chce, a jutro będziesz miał to, o czym inni wciąż marzą" :-))

piątek, 15 marca 2013

Daktyle- yes or not?


Słodkie i zdrowe łakocie dla dużych i małych.

Miseczka daktyli na deserCoś równie słodkiego, ale bardziej zdrowego niż cukierki i czekoladki?

Coś co poza walorami smakowymi, skrywa w sobie również mnóstwo witamin i właściwości leczniczych. A mowa o przysmaku znanym już w starożytnym Rzymie- daktylach.

Są to owalne pestkowce, o długości ok. 5 cm, jasnym i twardym miąższu i skórce przybierającej kolory od złotożółtej po brązowo-czerwoną. Najczęściej spotykane w formie suszonej.

Daktyle to przekąska zdrowa, smaczna i bardzo słodka.  Poszukując alternatywy dla cukierków i czekoladek, warto pomyśleć właśnie o tym owocu.

Daktyle na zdrowie


Podstawową zaletą daktyli jest fakt, że są bogatym źródłem witamin A, C (14 mg/100g), E i niektórych witamin z grupy B oraz kwasu foliowego. Zawierają również potas, żelazo, magnez, wapń i fosfor.


Duża zawartość naturalnych salicylanów sprawia, że daktyle mają właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne, a zawarte w nich antyoksydanty zwiększają odporność organizmu. Zaleca się ich jedzenie podczas przeziębienia i osłabienia organizmu.


Daktyle chronią również przed miażdżycą, uniemożliwiając odkładanie się złogów cholesterolu na ściankach naczyń krwionośnych.
  

Daktyle jako alternatywa dla słodyczy


Daktyle mają większą wartość energetyczną niż mięso wołowe, kurczak czy chleb, są więc dobrym źródłem energii dla wszystkich osób prowadzących aktywny tryb życia. Ich spożycie powoduje uzupełnienie niedoboru glikogenu, a zawarty w nich potas sprawia, że zalecane są również po treningach.


Daktyle to smakołyk, który zawsze warto mieć w domu. Świetnie sprawdza się, gdy najdzie nas ochota na coś słodkiego. A co najważniejsze, zasmakują w nim nie tylko dorośli, ale i dzieci. Tak więc, zamiast tuczyć dzieci pustymi kaloriami, lepiej  wybrać smakołyk pełen witamin i wartości odżywczych. To szczególnie ważne, zwłaszcza w przypadku dzieci z alergią pokarmową. Daktyle to doskonały zamiennik dla niedopuszczalnych w ich diecie ciasteczek, cukierków i lizaków. Warto zaznaczyć, iż przy wybieraniu suszonych daktyli należy sprawdzić, czy były suszone naturalnie, na słońcu i czy nie zawierają konserwantów!


wtorek, 12 marca 2013

Insanity

Podzielę się z Wami moją opinią o Insanity. Dla niewtajemniczonych- to autorski program treningowy Shauta T. Zakłada on poprawę sylwetki i zdobycie formy w ciągu 60 dni.

Efekty powinny wyglądać tak:


Wygląda zachęcająco, czyż nie?
Ja podjęłam wyzwanie Insanity razem z czytelnikami strony www.fitback.pl. Co prawda oficjalnie się nie zgłosiłam, ale zaczęłam pracę razem ze wszystkimi 7. stycznia (chyba xD) Kilka dni temu minął 60. dzień, a więc teoretyczne zakończenie programu. Dlaczego teoretyczne? Bo niestety jestem do tyłu. Ale po kolei.

Przede wszystkim ćwiczenia naprawdę dają wycisk. Jestem osobą, która do niedawna jako jedyny ruch uważała dojście do autobusu i z powrotem. Ale jako, że nigdy nie jest za późno na zmiany postanowiłam zainwestować w siebie. A więc zaczęłam trenować. Program przewiduje ćwiczenie 6 dni w tygodniu przez 10 tygodni. Z początku starałam się tego pilnować. Ale po miesiącu zaczęło to być męczące. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jako, ze część tygodnia jestem tu (w Cieszynie) a część w domu, dni w których przyjeżdżałam byłam bardzo późno i wykończona, więc ćwiczenie odpadało. Poza tym wiadomo jak to w życiu jest- choroba, zmęczenie, nadmiar nauki/pracy albo zwyczajne zniechęcenie i w efekcie kilkanaście treningów opuszczonych. Ale nic na siłę! Każdy z nas jest tylko człowiekiem- nie maszyną. Nie chcę by to brzmiało pesymistycznie- znaczną część programu przerobiłam! W ciągu tego czasu schudłam 5kg (choć to nie do końca miarodajne z racji mięśni, które mi się zrobiły), poszło też kilka cm. Oprócz tego po prostu czuję się znacznie lepiej. Po każdym treningu dzika satysfakcja, ze dałam radę :-D Żałuję tylko, że nie odżywiałam się najlepiej, bo to ma duży wpływ na efekt końcowy. Ale nie narzekam- podjęłam wyzwanie i choć inni juz je zakończyli ja postanowiłam ciągnąć dalej, dla samej siebie. Dorzuciłam również basen raz w tygodniu i czasem jakieś bieganie. Czekam aż się ociepli i na rolki!!! <3

Reasumując- jeśli się zastanawiasz, czy warto- zdecydowanie WARTO! Nawet jeśli nie masz formy, a ćwiczenia będą sprawiały Ci dużą trudność (jak mi) rób wszystko wytrwale i najlepiej jak potrafisz! Każdy ruch jest dobry! I co ważne- NIE PODDAWAJ SIĘ!!! To najgorsze co możesz zrobić! :)

"Zrób dzisiaj to czego innym się nie chce, a jutro będziesz mieć to, czego inni będą Ci zazdrościć"
"Nie rezygnuj z marzeń tylko dlatego, że ich spełnienie wymaga czasu- czas i tak upłynie"


To tyle z mojej strony. Jeśli ktoś byłby zainteresowany ćwiczeniami posiadam link do pobrania całego zestawu :-) W zakładce 'kontakt' znajdziecie mojego maila.

Tak więc nie siedźcie biernie, a ruszcie się, bo do wakacji zostało około 80 dni!!! najwyższa pora aby zacząć!
Na koniec kilka zdjęć motywacyjnych :)






środa, 6 marca 2013

Kiełki


Kiełki znane i stosowane jako żywność i lek były już w Starożytnych Chinach. Na Zachodzie uznane zostały stosunkowo niedawno, jednak szybko zdobywają sobie popularność - szczególnie wśród wegetarian.
W kiełkujących nasionach uaktywniane są enzymy, dzięki którym w młodych kiełkach powstają duże ilości witamin. Wielkocząsteczkowe substancje zapasowe (białka, węglowodany i tłuszcze) skumulowane w nasionach są podczas procesu kiełkowania rozkładane na związki proste, łatwo przyswajalne przez organizm człowieka. Enzymy biorące udział w rozkładaniu tych substancji ułatwiają również trawienie pokarmów jedzonych z dodatkiem kiełków.
Kiełki nasion są doskonałym źródłem mikroelementów, soli mineralnych oraz innych składników odżywczych. Są również mniej kaloryczne od samych nasion i produktów z nich wytwarzanych.

Świeże kiełki obfitują w wartościowe białka i kwasy tłuszczowe omega-3, są także bogate w błonnik. Regularne ich spożywanie przeciwdziała wielu poważnym schorzeniom, wzmacnia system odpornościowy, uzupełnia niedobory witamin i składników mineralnych, a także działa przeciwnowotworowo.
Niektóre kiełki są naprawdę cenne. Odkryto np., że kiełki brokuła zawierają likwidujące wolne rodniki sulforafany stosowane w profilaktyce nowotworów. Zawartość tej cennej substancji w kiełkujących nasionach jest nawet 20-30 razy większa niż w dojrzałej roślinie.
Z kolei o lucernie powinni pamiętać wegetarianie. Roślinę tę Arabowie nazwali Alf-al-fa (ojciec wszelkiego pożywienia). Jej kiełki są fantastycznym źródłem żelaza i łatwo przyswajalnego białka. Ciekawostką jest, że starożytni arabscy wojownicy nie tylko karmili swoje konie lucerną, lecz jedli ją sami, co pozwalało im sprostać trudom morderczych wypraw.
Niezwykle zdrową zieloną pigułką są kiełki soczewicy zawierające kwas foliowy o działaniu krwiotwórczym. Podobnie jak kiełki lucerny mogą jeść je osoby, które nie tolerują preparatów żelaza. To także dobry naturalny dodatek diety dla kobiet w ciąży - kwas foliowy niezbędny jest w procesach kształtowania systemu nerwowego przyszłego dziecka.
żródło: www.kielki.info

Jednym słowem kiełki, to pokarm życia! I do tego naprawdę smaczny! Polecam i na zdrowie ;)
~~Annette~~